„Oto nagle krawedzie wawozu zadrgaly, jak gdyby ziemia wzruszyla sie z posad, jak gdyby bor rosnacy w gorze chcial wziac udzial w walce, i pnie drzewne, bryly sniegu, lodu, kamienie i okruchy skal jely toczyc sie ze straszliwym trzaskiem i loskotem na zacisniete na dnie szeregi szwedzkie; jednoczesnie nieludzkie wycie rozleglo sie po obu stronach parowu. Na koniec ludzie i konie utworzyli jedna kupe klebiaca sie konwulsyjnie, gniotaca, pelna jekow, rozpaczliwa, straszna. A kamienie i zlamy skal miazdzyly ja ciagle, toczac sie nieublaganie na bezksztaltne juz masy cial konskich i ludzkich. –Gorale! Gorale ! - zaczeto krzyczec w orszaku krolewskim.”
To fragment Potopu Henryka Sienkiewicza. Przeprawa przez gory krola Jana Kazimierza nie byla wymyslem pisarza. Gorale rzeczywiscie ratowali polskiego krola. Jednym z ich dowodcow byl Franciszek Gardas, ktory za swoje zaslugi otrzymal ziemie i pol wsi. Do dzis w okolicach Rycerki polowa wsi nazywa sie Gardas.
Ojciec Wladyslawa Gardasa, rowniez Franciszek, w 1938 r. sprzedal wiekszosc ziemi i przeniosl sie z gor do wielkopolskiego Stolezyna, gdzie kupil 12 ha.
Wladyslaw mial 17 lat, gdy aresztowalo go UB za przynaleznosc do WIN. Zarzucono tez mu, ze wykonal dla zachodniej organizacji WIN w Poznaniu matryce owczesnych banknotow, co – de facto – bylo prawda i o posiadanie broni bez zezwolenia, co juz prawda nie bylo. Innym zarzutem byla przynaleznosc do mlodziezowej organizacji I Plutonu Szturmowego na Ziemiach Wielkopolskich. W wyroku sadowym stwierdzono przynaleznosc do nielegalnych band. Prokurator zazadal kary smierci. Sad zatwierdzil 15 lat wiezienia.
- To bylo zwierze, wyjatkowy skurwysyn – nawet po tylu latach Wladyslaw nie moze sie powstrzymac na wspomnienie Salomona Morela. – Moj przyjaciel, von Western Argon tylko ze wzgledu na swoje nazwisko byl non stop przez niego katowany. Bylismy karani za wszystko. Przykladowo za wylanie zupy obaj trafilismy do karcerow. Byly tak male, ze nie mozna sie bylo polozyc. Stalismy w wodzie. Juz po jednym dniu dostawalo sie wysokiej goraczki. Wyciagano nas na zbicie temperatury, a gdy ustepowala, wrzucano z powrotem do karceru.
Terror psychiczny, fizyczny i ciagly glod, to najbardziej utrwalilo sie Wladyslawowi z tamtego okresu. I ludzi, ktorzy mimo warunkow i okolicznosci pozostali ludzmi. Wspomina inzyniera Symulanskiego, osobistego pilota Bieruta, ktory trafil rowniez do wiezienia na podstawie pomowien, ze chcial uciec za granice. Siedzial w Jaworznie piec lat bez wyroku. Byl wiezniem, ale o lepszym statusie. Powierzono mu funkcje nadzorcy mlodych podopiecznych.
- Kiedys przy wyrobie betonowych pustakow, belek stropowych i szesciokatnych trelinek o malo co, a bym zmarl, z glodu i wycienczenia – Wladyslaw wspomina z wdziecznoscia Symulanskiego. – Dostawalismy raz na dzien jeden kilogram chleba na czterech. Gdy nogi zalamaly sie pode mna, on dal mi kawalek chleba. A pozniej postaral sie, bym dostal funkcje brygadzisty organizujacego prace. Bez jego opieki bym nie wytrzymal.
Mimo uplywu tylu lat oczy zachodza mu lza, gdy wspomina nazwiska kolegow, ktorzy nigdy nie wyszli na powierzchnie z kopalni „Wieczorek”, gdzie rowniez pracowali „mlodociani przestepcy”.
- Tyle lat minelo, a nikt nie interesuje sie, ilu mlodych ludzi, w tym jego moich najblizszych kolegow tam zmarlo. Wladek Wilk zginal w lipcu, po nim Kaziu Pewinski, ktory tuz przed aresztowaniem bral slub i spodziewal sie dziecka.
Wladyslawa aresztowano 12 pazdziernika 1949 r., a z wiezienia wyszedl 3 maja 1953 r. Tuz po tym zostal na pol roku aresztowany, jako kulak. A po tym 19 pazdziernika 1954 r. trafil do karnych batalionow gorniczych, gdzie przepracowal kolejne dwa lata. Wielu kolegow zmarlo w tych batalionach. Do 1972 r. posiadal w dowodzie wpis, ktory byl jednoznaczny ze stwierdzeniem: „wrog ludu”.
Replies: 0